here, back
Kiedy widziała Go po raz ostatni miał kilka zmarszczek wokół oczu, dwudniowy zarost i znoszoną kurtkę.
Ona miała czerwone kolczyki i dwumiesięczne dziecko w głębokim wózku.
Próba odpowiedzi na pytanie czy podjęli wtedy słuszną decyzję wydawała się bezcelowa. Rozstali się. Ot, po prostu. Przestali, a może nigdy do siebie nie pasowali. Nie byli dla siebie, tym czym być powinni.
Kilka lat później związali się z innymi ludźmi. Prawie równocześnie założyli rodziny. A potem znów stali obok siebie. I, gdyby nie to śpiące w wózku dziecko, można by uznać, że czas cofnął się o kilka lat.
Dobrze wyglądał. Wciąż miał w sobie coś z chłopca, którego kiedyś znała.
Nadal była piękna. Choć już inaczej. Dojrzalej. Miała te same, wielkie oczy. I dziecko.
Spotkali się przypadkiem. Przypadkiem, który miał się już nigdy nie powtórzyć. Chwilę rozmawiali. O niczym. O pogodzie i dawnych znajomych. Przytulił Ją na pożegnanie.
Wciąż pachniał tak samo. Te same, trochę ciężkie, perfumy. Ta sama skóra.
Wracając do domu wciąż czuła Jego zapach. Głęboko wciągała powietrze. Tak, by móc poczuć Go jeszcze raz.
Czasem, kiedy była sama, z dna szafy wyciągała szal, który miała wtedy na sobie. Przypomniała sobie wyraz Jego twarzy, kiedy życzył Jej szczęśliwego, pełnego życia.
Przeżyła dobre, wygodne życie. Szczęśliwe. Pełne. Takie, jakiego Jej życzył. Czasem miała wrażenie, że czas, jeśli tylko chce, może się zatrzymać. Ale nie dziś. Zwłaszcza nie dziś.
Dziś tamto dwumiesięczne dziecko kończyło 18 lat.
Wychodząc z domu sięgnęła po szal. W Jej głowie wciąż pachniał Nim.
13/01/2012 Skomentuj
jutro możemy być szczęśliwi
- Co tu robisz?
Patrzył na Nią z niedowierzaniem. Wzruszyła ramionami.
- Jestem.
Dopiero wtedy zobaczył walizki.
Poznali się kilka miesięcy temu. On lubił atrakcyjne kobiety, a Jej schlebiało Jego zainteresowanie. Jego inność i odmienność.
Romans był kwestią czasu. Już po kilku tygodniach spotykali się regularnie. Spędzali razem poranki, przerwy w pracy, a czasem także całe noce.
Ona znów miała 20 lat i była spontaniczna. Przez te kilka miesięcy nie była ani żoną, ani matką.
Ale oszukiwanie kogokolwiek nie leżało w Jej naturze. Układała słowa na tyle długo, by w końcu móc powiedzieć o wszystkim mężowi. O Nim, o nich. O tym, że znów chce być nieprzytomnie szczęśliwa. Pożegnała się z dziećmi. Powiedziała, że wyjeżdża na kilka dni.
Chciała być ich matką. Najlepszą z możliwych, ale za kilka dni. Teraz zaczynała swoje życie od nowa. Spakowała dwie walizki i wyszła.
- Jestem.
Wzruszyła ramionami. Gdzie indziej mogłaby być?
Owszem, rozmawiali o wspólnym życiu. O czasie, kiedy nie będą musieli się spieszyć. O wspólnych wyjazdach, podczas których spojrzenia przechodniów nie będą wydawały się złowrogie. Ale nigdy nie powiedział Jej, że Ją kocha. Nigdy też tak o Niej nie myślał.
Dobrze się z Nią bawił. Była atrakcyjną kobietą. Wyrafinowaną kochanką. Jej małżeństwo było dla Niego jak zakazany owoc i pewnie o to w tym wszystkim chodziło. Lubił przekraczać z Nią granice. Zresztą nie była pierwszą mężatką, którą uwiódł. Ani pierwszą, która się w Nim zakochała. Żadna jednak nie stała w progu z dwiema walizkami.
- Co to ma znaczyć?
Cofnęła się słysząc te słowa.
Pomyliła się.
15/12/2011 2 komentarzy
a mother
Nie kochała Go.Nie pamiętała momentu, w którym to sobie uświadomiła.
Po prostu wiedziała.
Od lat.
Na początku, przerażona swym odkryciem, próbowała jakoś ratować ich małżeństwo. Były więc prezenty, romantyczne kolacje i wspólne wyjazdy. Potem było dziecko. Człowiek, którego poślubiła nie był stworzony do bycia ojcem. I mimo, że dobrze o tym wiedziała, nie miało to większego znaczenia. Ona zawsze chciała mieć dzieci. Być najlepszą matką na świecie.
Kiedy po raz pierwszy zobaczyła syna, wiedziała, że zapełnił pustkę w Jej życiu. Zajęta codziennością coraz rzadziej zastanawiała się dlaczego Jej życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Dlaczego żyje obok człowieka, którego, być może, nigdy nie kochała. Tak jak przypuszczała On nie okazał się być dobrym ojcem. Bywał nim rzadko. Na placu zabaw i wywiadówkach. Nie chodził na szkolne przestawienia. Nie miał czasu. Nie bawił się z synem wieczorami. Dziecko zdawało się rozumieć, że ten mężczyzna, który późno wraca do domu po prostu musi w bym być. Musi, bo także dziecko ma tatę, choć nie każde się z nim bawi. Nie domagał się obecności ojca. Nie było mu przykro, że ten nie uczy Go jeździć na rowerze. Miał przecież mamę. Najlepszą na świecie.
To był dziwny dzień. Pełen wspomnień i nostalgii. Stała przy oknie. Przed oczami miała pulchną buźkę syna. Widziała Jego pierwsze kroki. Przypominała sobie pierwsze słowa. Myślała o tym, że czas biegł zbyt szybko. Jej chłopiec był już mężczyzną. Dom bez niego, był przeraźliwie pusty. Rzadko spotykała w nim męża. Miał swoje życie, tak jak ona miała swoje dziecko. Spełniła się jako matka. Nie uważała życia za stracone.
Spoglądając na płatki śniegu przypomniała sobie, że ma ponad 50 lat. To zbyt dużo, by zaczynać życie od nowa. Zbyt dużo, by decydować się na rozwód. Teraz, kiedy mogła, już nie chciała. Ich milczący układ się sprawdzał. Jakoś.
Sięgnęła po telefon. Zadzwoni do syna.
01/12/2011 1 komentarz