20 kilometrów
Poznały się dość dawno temu. W mało pogodny dzień w trakcie pieszej pielgrzymki do Częstochowy. Jedna była tam po raz kolejny, druga przypadkowo.
Zaprzyjaźniły się niespodziewanie szybko. Jeszcze szybciej okazało się, że są niemal identyczne. Potem już zawsze miało tak być. Zawsze miały się spotykać, rozmawiać, i w miarę upływu czasu, z coraz mniejszym zaskoczeniem odkrywać, że są w tym samym momencie życia. Że mają te same problemy, te same przemyślenia, że znów doskonale się rozumieją. Godzinami zajmowały się analizami. Analizowały wszystko, choć najczęściej własne życia. Często późno w nocy, w tym samym momencie, po telefonie od którejś z nich, wybiegały z domów, by spotkać się w połowie drogi. By być dla siebie.
I były tak przez wiele lat. Kiedy na przemian były nieszczęśliwe, nieszczęśliwie zakochane, szczęśliwie zakochane, roześmiane. Kiedy miłość, ta na zawsze, okazywała się być tylko na chwilę, albo nie być w ogóle. I kiedy cierpiały tak bardzo, że jedynym wyjściem okazywał się być płacz. I cisza. Bo czasem słowa nie wystarczają. A one dobrze o tym wiedziały.
A potem, zupełnie niespodziewanie, dla jednej i drugiej, ta druga się wyprowadziła. Z ich małego miasteczka, gdzie wszędzie było blisko, i gdzie prawie każdy się znał. Z tego samego, w którym można było spotkać się w połowie drogi. I choć przecież nie wyprowadziła się daleko, zdawało się to być na końcu świata.
Od tamtej pory musiały umawiać się na spotkania, telefonować z wyprzedzeniem, przepraszać kiedy plany nagle się zmieniały. Nie było już gofrów, nocnych rozmów na placu zabaw i śmiechu na ławce w parku. Ta druga, choć przecież była szczęśliwa (po to się wyprowadziła) codziennie żałowała, że nie może już wybiec w środku nocy, by spotkać się z Nią w połowie drogi. W każdej wolnej chwili łapała się na tym, że chciałaby wysłać Jej sms i zapytać czy spotkają się na kawie (obie kawę uwielbiały).
13/01/2009
2 responses to 20 kilometrów
podobają mi się te krótkie formy… :)
pozdrawiam :)
Jestem fanem Twoich krótkich form ;-) Ale wciąż, wraz z kolegą „pw”, widzimy wiele szczegółów z życia wziętych. Ale to dobrze ;-) Wtedy historia nabiera głębszego sensu i ma prawo bytu.