jutro możemy być szczęśliwi
- Co tu robisz?
Patrzył na Nią z niedowierzaniem. Wzruszyła ramionami.
- Jestem.
Dopiero wtedy zobaczył walizki.
Poznali się kilka miesięcy temu. On lubił atrakcyjne kobiety, a Jej schlebiało Jego zainteresowanie. Jego inność i odmienność.
Romans był kwestią czasu. Już po kilku tygodniach spotykali się regularnie. Spędzali razem poranki, przerwy w pracy, a czasem także całe noce.
Ona znów miała 20 lat i była spontaniczna. Przez te kilka miesięcy nie była ani żoną, ani matką.
Ale oszukiwanie kogokolwiek nie leżało w Jej naturze. Układała słowa na tyle długo, by w końcu móc powiedzieć o wszystkim mężowi. O Nim, o nich. O tym, że znów chce być nieprzytomnie szczęśliwa. Pożegnała się z dziećmi. Powiedziała, że wyjeżdża na kilka dni.
Chciała być ich matką. Najlepszą z możliwych, ale za kilka dni. Teraz zaczynała swoje życie od nowa. Spakowała dwie walizki i wyszła.
- Jestem.
Wzruszyła ramionami. Gdzie indziej mogłaby być?
Owszem, rozmawiali o wspólnym życiu. O czasie, kiedy nie będą musieli się spieszyć. O wspólnych wyjazdach, podczas których spojrzenia przechodniów nie będą wydawały się złowrogie. Ale nigdy nie powiedział Jej, że Ją kocha. Nigdy też tak o Niej nie myślał.
Dobrze się z Nią bawił. Była atrakcyjną kobietą. Wyrafinowaną kochanką. Jej małżeństwo było dla Niego jak zakazany owoc i pewnie o to w tym wszystkim chodziło. Lubił przekraczać z Nią granice. Zresztą nie była pierwszą mężatką, którą uwiódł. Ani pierwszą, która się w Nim zakochała. Żadna jednak nie stała w progu z dwiema walizkami.
- Co to ma znaczyć?
Cofnęła się słysząc te słowa.
Pomyliła się.
15/12/2011
2 responses to jutro możemy być szczęśliwi
smutno ostatnio u Twoich bohaterów :(
To prawda. Nie są szczęśliwi.