here, back
Kiedy widziała Go po raz ostatni miał kilka zmarszczek wokół oczu, dwudniowy zarost i znoszoną kurtkę.
Ona miała czerwone kolczyki i dwumiesięczne dziecko w głębokim wózku.
Próba odpowiedzi na pytanie czy podjęli wtedy słuszną decyzję wydawała się bezcelowa. Rozstali się. Ot, po prostu. Przestali, a może nigdy do siebie nie pasowali. Nie byli dla siebie, tym czym być powinni.
Kilka lat później związali się z innymi ludźmi. Prawie równocześnie założyli rodziny. A potem znów stali obok siebie. I, gdyby nie to śpiące w wózku dziecko, można by uznać, że czas cofnął się o kilka lat.
Dobrze wyglądał. Wciąż miał w sobie coś z chłopca, którego kiedyś znała.
Nadal była piękna. Choć już inaczej. Dojrzalej. Miała te same, wielkie oczy. I dziecko.
Spotkali się przypadkiem. Przypadkiem, który miał się już nigdy nie powtórzyć. Chwilę rozmawiali. O niczym. O pogodzie i dawnych znajomych. Przytulił Ją na pożegnanie.
Wciąż pachniał tak samo. Te same, trochę ciężkie, perfumy. Ta sama skóra.
Wracając do domu wciąż czuła Jego zapach. Głęboko wciągała powietrze. Tak, by móc poczuć Go jeszcze raz.
Czasem, kiedy była sama, z dna szafy wyciągała szal, który miała wtedy na sobie. Przypomniała sobie wyraz Jego twarzy, kiedy życzył Jej szczęśliwego, pełnego życia.
Przeżyła dobre, wygodne życie. Szczęśliwe. Pełne. Takie, jakiego Jej życzył. Czasem miała wrażenie, że czas, jeśli tylko chce, może się zatrzymać. Ale nie dziś. Zwłaszcza nie dziś.
Dziś tamto dwumiesięczne dziecko kończyło 18 lat.
Wychodząc z domu sięgnęła po szal. W Jej głowie wciąż pachniał Nim.
13/01/2012