<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	>

<channel>
	<title>sowinska.com.pl</title>
	<atom:link href="http://www.sowinska.com.pl/index.php/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.sowinska.com.pl</link>
	<description>Oficjalna strona Katarzyny Sowińskiej</description>
	<pubDate>Thu, 27 May 2010 22:12:04 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.5.1</generator>
	<language>en</language>
			<item>
		<title>delete</title>
		<link>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/05/27/delete/</link>
		<comments>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/05/27/delete/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 27 May 2010 22:12:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kasia</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/05/27/delete/</guid>
		<description><![CDATA[Już po raz kolejny usuwała napisany wcześniej tekst. Prawie bezgłośnie naciskała klawisz „delete”.
Nigdy nie musiała martwić się o słowa. Te właściwe zawsze pojawiały się wtedy, kiedy ich potrzebowała. Zgrabnie układały się w głowie. Umiała opisywać uczucia, nazywać pojęcia. Umiała tworzyć historię.
Wierzyła w moc słowa i śmiała się, że musi przepisywać własne życie. Bo tylko pisząc, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Już po raz kolejny usuwała napisany wcześniej tekst. Prawie bezgłośnie naciskała klawisz „delete”.<br />
Nigdy nie musiała martwić się o słowa. Te właściwe zawsze pojawiały się wtedy, kiedy ich potrzebowała. Zgrabnie układały się w głowie. Umiała opisywać uczucia, nazywać pojęcia. Umiała tworzyć historię.<br />
Wierzyła w moc słowa i śmiała się, że musi przepisywać własne życie. Bo tylko pisząc, była w stanie uporządkować i nazwać emocje.</p>
<p>Nic więc dziwnego, że dziś też usiadła przed komputerem. Wypaliła wcześniej kilka papierosów. Przestały drżeć jej dłonie. Myślała, że już się uspokoiła.<br />
Ale słowa nie przychodziły. Nie te właściwe. Siedziała więc bezradnie wpatrzona w migającą na monitorze czarną kreseczkę. Piekły ją oczy. To dlatego, że znów nie założyła okularów. Jakoś nie umiała się do nich przyzwyczaić. Zmiany zawsze były trudne. Myśl, że jej oczy nie są już tak sprawne jak kiedyś napawała ją lękiem. Podobnie jak myśl o każdej innej zmianie. Wiedziała doskonale, że woli ich nie widzieć, nie potrzebować.</p>
<p>Już raz straciła przyjaciółkę. Prawdziwą. Dawno, dawno temu, kiedy była jeszcze pewna, że takie rzeczy się nie zdarzają. Wtedy, dość naiwnie sądziła, że ludzie nie opuszczają naszych żyć ot tak sobie. Że musi być ku temu jakiś powód.<br />
Jej życie determinowało więc pytanie „dlaczego”. A sytuacje, w których nie padała na nie odpowiedź budziły w niej skrajne emocje. Od wściekłości, poprzez irytację, aż do przerażającej bezradności. I bezsenności. Zawsze bezsenności.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/05/27/delete/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Traktat o pluszowych misiach</title>
		<link>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/04/28/traktat-o-pluszowych-misiach/</link>
		<comments>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/04/28/traktat-o-pluszowych-misiach/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 28 Apr 2010 13:21:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kasia</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/04/28/traktat-o-pluszowych-misiach/</guid>
		<description><![CDATA[Niezdarnie ciągane po podłodze.
Wrzucane do wózka. Tulone. Przykrywane kołdrą. Sadzane przy stole.
Nie zawsze nieme. Towarzysze dziecięcych zabaw, powiernicy tajemnic, wierni przyjaciele.
Mają tę jedną jedyną wadę, że nie rosną. Przekładane z miejsca na miejsce, z czasem lądują na strychu lub w zagraconym garażu. Nim zostaną wyrzucone przejdą jeszcze kilka selekcji. Wspomnienia dorastających dzieci raz po raz [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Niezdarnie ciągane po podłodze.<br />
Wrzucane do wózka. Tulone. Przykrywane kołdrą. Sadzane przy stole.<br />
Nie zawsze nieme. Towarzysze dziecięcych zabaw, powiernicy tajemnic, wierni przyjaciele.<br />
Mają tę jedną jedyną wadę, że nie rosną. Przekładane z miejsca na miejsce, z czasem lądują na strychu lub w zagraconym garażu. Nim zostaną wyrzucone przejdą jeszcze kilka selekcji. Wspomnienia dorastających dzieci raz po raz będą przedłużały ich pobyt. Ale w końcu sentyment matki (dzieci już nie będą ich bronić) zastąpi praktyczna potrzeba stworzenia wolnego miejsca.<br />
Nim zostanie wyrzucony usłyszy, że jest stary, zbyt brzydki i zniszczony, by móc komuś go oddać.</p>
<p>Ona nigdy nie wyrzuciła swojego misia. Nigdy też nie zapomniała Jego imienia.<br />
Od lat wozi Go ze sobą w jednym z kartonowych pudeł i przeprowadza z miejsca na miejsce. Był z Nią w kilkunastu krajach, w każdym mieszkaniu, które wynajmowała.<br />
Co prawda wiedział coraz mniej, bo rzadko z Nim rozmawiała. Ale mimo to, nie skarżył się. Pamiętał zbyt dobrze, że wyprowadzając się zostawiła w domu rodziców niebieski worek z innymi misiami. Tylko Go zabrała ze sobą.<br />
Od tamtego momentu zajmował szczególnie miejsce w każdym z Jej domów. Był obiektem nieustannego zachwytu. Ludzie, w różnych językach, zawsze powtarzali, że jest uroczy.</p>
<p>A Ona? Zmieniła się odkąd Ją poznał. Urosła. Już nie była tą wesołą dziewczynką z ciemnymi warkoczami. Jej włosy miały teraz miedziany odcień. Czasem były kręcone. Miś nigdy nie wiedział, gdzie można kupić nowe włosy. Pamiętał jedynie, że trzeba to robić raz na dwa miesiące.<br />
Robiła coś co inni nazywali &#8216;oszałamiającą karierą&#8217;. Tego też miś nie rozumiał. Wiedział za to, że jeśli się to robi, rzadko bywa się w domu przed 20 i trzeba pracować w weekendy. Perspektywa ‘oszałamiającej kariery’ nieszczególnie Mu się podobała. Miał wrażenie, że Jej też nie. Ale nic nie mówił.<br />
Zauważył, że nie ma już tylu koleżanek, co kiedyś. Ciągłe przeprowadzki nie sprzyjały zawieraniu nowych znajomości. Rzadko ktoś Ją odwiedzał, rzadko dzwonił. Teraz, zamiast spotykać się ze znajomymi chodziła na zakupy i zawsze wracała z kilkunastoma torbami. Ale nawet wtedy się nie uśmiechała. W ogóle rzadko to robiła.</p>
<p>Nie zmieniło się w niej tylko jedno. Wciąż miała te same, dziecięce problemy. Nadal płakała, kiedy ktoś powiedział Jej coś przykrego. Żaliła, kiedy po raz kolejny czuła się samotna i tęskniła za rodzicami. Gdy odchodzili kolejni mężczyźni, gdy zapominały kolejne koleżanki.<br />
Tuliła wtedy pluszowego misia prawie tak samo jak wtedy, gdy miała 5 lat. Tyle tylko, że już nie pytała co u Niego.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/04/28/traktat-o-pluszowych-misiach/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>she should</title>
		<link>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/04/12/she-should/</link>
		<comments>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/04/12/she-should/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 Apr 2010 21:01:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kasia</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/04/12/she-should/</guid>
		<description><![CDATA[Miarowe tykanie zegara. Miała wrażenie, że tylko tyle zostało w tym domu.
Przeraźliwie równe. Głośne. Skończone.
Przez lata małżeństwa zdążyli przerobić wszystkie możliwe etapy. Miłość, przyjaźń, obojętność, znudzenie, irytację. Były leniwe sobotnie poranki i wrzaski do białego świtu. Potem było dzielenie rzeczy, oddawanie starych prezentów, obwinianie się o wszystko. Na samym końcu przeszła obojętność.
Wiedziała aż nazbyt dobrze, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Miarowe tykanie zegara. Miała wrażenie, że tylko tyle zostało w tym domu.<br />
Przeraźliwie równe. Głośne. Skończone.</p>
<p>Przez lata małżeństwa zdążyli przerobić wszystkie możliwe etapy. Miłość, przyjaźń, obojętność, znudzenie, irytację. Były leniwe sobotnie poranki i wrzaski do białego świtu. Potem było dzielenie rzeczy, oddawanie starych prezentów, obwinianie się o wszystko. Na samym końcu przeszła obojętność.<br />
Wiedziała aż nazbyt dobrze, że Jej życie nie potoczyło się tak, jakby tego chciała. I choć wciąż widziała siebie mówiącą “oraz, że nie opuszczę Cię aż do śmierci”, nie mogła pozbyć się wrażenia, że ich miłość nie mogła skończyć się inaczej.<br />
Nie, nie była cyniczna.<br />
Długo walczyli o siebie i o życie jakie udało im się stworzyć. Raz po raz padały obietnice i zapewnienia. Ale chyba oboje wiedzieli, że na dłuższą metę nie ma to sensu.</p>
<p>Ciężko zawyrokować czy wraz z decyzją o rozstaniu pękło Jej serce. Ponoć tak powinno być. Powinna płakać nad nieudanym życiem i małżeństwem, które okazało się nie być na zawsze. Powinna czuć się przegrana.<br />
Kiedyś płakała, rozważała, rozmyślała. Ale potem obiecywali sobie, że jeszcze się postarają. A potem jeszcze raz. Za każdym razem miało być inaczej. Nigdy nie było.</p>
<p>Teraz, w środku nocy, kiedy stała przed ciemnym oknem nie mogła oprzeć się wrażeniu, że próbowali zbyt długo. Zapaliła papierosa. Może, pomyślała, gdyby miała 30, a nie 40 lat, byłoby Jej łatwiej rozpocząć nowe życie? Spakować książki w brązowe kartony, okleić szeroką taśmą i wyjechać, gdzieś daleko.</p>
<p>Stała nieruchomo jeszcze przez chwile. Wciąż słyszała głośne tykanie zegara.<br />
Próbowali się ocalić zbyt długo.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/04/12/she-should/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>rip</title>
		<link>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/03/25/rip/</link>
		<comments>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/03/25/rip/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Mar 2010 10:10:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kasia</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/03/25/rip/</guid>
		<description><![CDATA[Poranną prasę zaczynała od nekrologów. Od lat. Trochę z przyzwyczajenia, a trochę z ciekawości. Z uwagą czytała zwięźle zapisane słowa, wyrazy głębokiego smutku i prośby o nieskładanie kondolencji.
Myślała wtedy o wszystkich tych ukochanych żonach, oddanych matkach, wiernych mężach i wspaniałych dzieciach. O nieodżałowanych stratach i bezbrzeżnej rozpaczy. I czasem tylko zastanawiała się dlaczego smutek musi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Poranną prasę zaczynała od nekrologów. Od lat. Trochę z przyzwyczajenia, a trochę z ciekawości. Z uwagą czytała zwięźle zapisane słowa, wyrazy głębokiego smutku i prośby o nieskładanie kondolencji.<br />
Myślała wtedy o wszystkich tych ukochanych żonach, oddanych matkach, wiernych mężach i wspaniałych dzieciach. O nieodżałowanych stratach i bezbrzeżnej rozpaczy. I czasem tylko zastanawiała się dlaczego smutek musi być głęboki. Być może takie sformułowania leżą po prostu w dobrym tonie i pod żadnym pozorem nie można o nich zapominać. Bo przecież zwyczajny smutek to nie to samo, co głęboki.<br />
Nigdy nie zastanawiała się nad własnym nekrologiem.</p>
<p>Pod wieloma względami ten poranek był zwyczajny. Wstała, jak co dzień, kilka minut po 7. Wzięła prysznic, założyła szlafrok i otworzyła okno w kuchni. Pijąc kawę i jedząc starannie przygotowane śniadanie przeglądała poranną gazetę. I nie wiedzieć czemu, po blisko 50 latach czytania nekrologów, to właśnie dziś zastanowiła się jak mógłby wyglądać ten informujący o jej śmierci. </p>
<p>Zamyśliła się na kilka minut. Życie, bądź co bądź, dość długie, trochę zbyt szybko przemknęło jej przed oczyma.<br />
Dzieciństwo, szkoła, liceum, studia, a po nich, tak zwane, dorosłe życie. W międzyczasie kilka przyjaźni, z których żadna nie przetrwała próby czasu. Kilka miłości, a po każdej z nich kilka miesięcy depresji. Kilka, mniej lub bardziej satysfakcjonujących, posad, dzięki którym wiodła życie na przyzwoitym poziomie.<br />
Jedna matka, która zbyt wcześnie odeszła z tego świata. Dwa czarne koty.<br />
Niezliczone książki, kieliszki wytrawnego wina i nieprzespane noce. Fascynacja francuskim kinem. Kilka zagranicznych podróży.</p>
<p>Słyszała miarowe tykanie zegara.<br />
- I to by było na tyle &#8230; Każdy ma nadzieje przeżyć wyjątkowe życie. Stać się kimś i osiągnąć wszystko to, co nieosiągalne dla innych. Wszyscy liczymy na to, że w dniu naszej śmierci świat na chwilę zatrzyma się z żalu.<br />
Ale świat zatrzymuje się i opłakuje tylko niektórych. Większość z nas przeżywa do bólu zwykłe, codzienne życie, które można opisać w kilku zdaniach. Nie bardzo jest więc miejsce na głęboki smutek i nieodżałowaną stratę. A jednak za każdym razem żal nam umierać.<br />
Nawet jeśli jesteś starszą panią, której nikt już nie słucha. </p>
<p>Przez kilka minut patrzyła na pusty kubek po kawie. Wbrew pozorom nie zaskoczyło ją, to co dziś odkryła. Była zwyczajna i miała zwyczajne życie.<br />
Zamknęła gazetę. Miała dziś jeszcze wiele rzeczy do zrobienia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/03/25/rip/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>ask me</title>
		<link>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/03/17/ask-me/</link>
		<comments>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/03/17/ask-me/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 17 Mar 2010 12:35:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kasia</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/03/17/ask-me/</guid>
		<description><![CDATA[Zapytana o swoją córkę nie odpowiada od razu. Przez dłuższą chwilę bezwiednie patrzy w okno, jakby szukała czegoś w pamięci. Kiedy w końcu zaczyna mówić mruży oczy. Mam wrażenie, że spogląda w przeszłość.
Opowiada o tym, jak była mała. Cicha. O tym, że nie sprawiała kłopotów. Że najbardziej na świecie lubiła bawić się sama ze sobą. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Zapytana o swoją córkę nie odpowiada od razu. Przez dłuższą chwilę bezwiednie patrzy w okno, jakby szukała czegoś w pamięci. Kiedy w końcu zaczyna mówić mruży oczy. Mam wrażenie, że spogląda w przeszłość.<br />
Opowiada o tym, jak była mała. Cicha. O tym, że nie sprawiała kłopotów. Że najbardziej na świecie lubiła bawić się sama ze sobą. </em><br />
<br />
- Możecie Ją zapytać. Odpowie od razu i pewnie ciężko będzie Jej przestać. Zawsze miała tyle do powiedzenia na mój temat. Nie wiem co Wam powie. Pewnie o tym, że od małego sprawiałam problemy. Że nie miała ze mną łatwo. Że byłam zbuntowana. Jakoś nigdy się nie dogadywałyśmy. To pewnie przez ojca, ale o to nie pytajcie. Zostawił nas kiedy miałam ze 3 latka, chyba dla jakiejś innej kobiety. Nie wiem. Matka nigdy nie chciała o tym mówić.<br />
<br />
<em>Po chwili wyciąga duży album. Dotyka dłonią każdego zdjęcia. Delikatnie, jakby bała się, że może je zniszczyć. O każdym z nich opowiada. Kilka słów &#8230; dom babci, tu w przedszkolu, o, a tu podczas Dnia Matki w trzeciej klasie. Gdy zdjęcia się kończą ich miejsca zajmują wycinki prasowe. Setki wycinków prasowych. Przebiega wzrokiem kilka z nich i zamyka album. Odkłada trochę zbyt ostrożnie.<br />
O tym, że Jej córka osięgnęła sukces mówi niechętnie. Jest z niej dumna, to oczywiste. Ale niewiele może powiedzieć ponad to, czego dowiaduje się z gazet.</em><br />
<br />
- Nie interesuje Ją to, co robię. Nigdy o to nie dbała. Pewnie powie Wam, że się na mnie zawiodła. Dlaczego? Nie wiem. Nie umiem zadowolić mojej Matki. Zawsze, coś było nie tak. Nie ta szkoła, nie te studia, nie ten chłopak. Czasem myślę, że krytykuje mnie dla zasady. A w zasadzie krytykowała. Nie mam już z Nią kontaktu. A w zasadzie Ona ze mną. Z resztą, jaka to różnica?<br />
<br />
<em>Zapytana o marzenia znów odwraca wzrok w stronę okna. Powoli i starannie dobiera słowa. Mówi ciszej, tak jakby nie chciała, żeby ktoś Ją usłyszał. Marzy o tym, by wiedzieć co u córki. By ta do Niej dzwoniła, opowiadała, przychodziła na kawę. Marzą Jej się wspólne święta. Ale nade wszystko chciałaby Ją poznać. Wiedzieć jakim człowiekiem się stała, jaka jest na co dzień.<br />
Teraz, patrząc z perspektywy czasu, ma wrażenie, że nie miała okazji poznać własnego dziecka. Wspomnienia o Niej kończą się w szkole podstawowej. Potem wciąż się rozmijały. </em><br />
<br />
- Czy chciałabym mieć kontakt z Matką? Tak, myślę, że tak. Ale na to już za późno. Ona by nie chciała.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/03/17/ask-me/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>if you leave me now</title>
		<link>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/02/22/if-you-leave-me-now/</link>
		<comments>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/02/22/if-you-leave-me-now/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 22 Feb 2010 14:55:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kasia</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/02/22/if-you-leave-me-now/</guid>
		<description><![CDATA[Nie lubiła zimnych poranków.
Takich, w których chłód wdzierał się przez uchylone okna i nie pozwalał wypić kawy na ogrodzie.
Takich, w których marzną dłonie i stopy.
Podczas których lato daje znać, że już się skończyło.
Przez całe lato udawała, przed sobą i innymi, że nic takiego się nie stało.
Skończył się po prostu kolejny związek. To nic wielkiego, prawda? [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nie lubiła zimnych poranków.<br />
Takich, w których chłód wdzierał się przez uchylone okna i nie pozwalał wypić kawy na ogrodzie.<br />
Takich, w których marzną dłonie i stopy.<br />
Podczas których lato daje znać, że już się skończyło.</p>
<p>Przez całe lato udawała, przed sobą i innymi, że nic takiego się nie stało.<br />
Skończył się po prostu kolejny związek. To nic wielkiego, prawda? Każdego dnia ludzie spotykają się, tylko po to, by potem rozstać się z jakiegoś powodu.<br />
Jego rzeczy spakowała w wielkie pudła i postawiła w garażu. Była pewna, że po nie nie przyjedzie.<br />
Zniknął z Jej życia prawie tak szybko jak się pojawił. Na pewno nie będzie żałował. Nie będzie też myślami wracał do czasu, który spędzili razem. Rzeczy, które u Niej zostawił zastąpi innymi. Lepszymi.<br />
Taki typ.<br />
Czasem zastanawiała się co by zrobiła, gdyby nagle pojawił się w Jej drzwiach. Przeprosił, powiedział, że żałuje i nie umie bez Niej żyć.<br />
Przecząco kręciła głową udając, że nawet nie chce o tym myśleć. Przecież nie można wybaczyć, że ktoś, ot tak, wyszedł, rzucając przez ramię “to się nie uda”. Nie przyznawała nawet przed sobą, że nie musiałby nawet przepraszać. Wystarczyłoby, gdyby się pojawił.<br />
Czasem bywała tak szczera sama ze sobą. Przyznawała w duchu, że dla Niego zostawiłaby wszystko. Potem upijała się kilkunastoma kieliszkami czerwonego wina i budziła przy wypalonych już świecach.</p>
<p>Po rozstaniu bardzo szybko musiała się pozbierać. Tak, by nikt nie zauważył, że po raz kolejny zawalił się Jej świat.<br />
Miała 30 lat i za sobą tylko kilka poważnych związków, które kończyły się w najmniej oczekiwanych momentach. Nigdy nie wiedziała co odpowiedzieć, gdy ktoś pytał “a dlaczego? a co się stało?”. Nie wiedziała dlaczego mężczyźni, na których Jej zależy, w mniej lub bardziej pogodny dzień, odchodzą z Jej życia.<br />
Mówiła sobie, że to nic. Że trudno.<br />
Miała pracę, którą lubiła i przyjaciół, z którymi mogła wypić wino. W wolnych chwilach sprzątała mieszkanie, układała w szafach. Znajdowała czas, by zająć się ogrodem. Czytała książki. Częściej wyjeżdżała.</p>
<p>I tylko w chłodne poranki nie znajdowała w sobie dość siły, by udawać, że wszystko jest w porządku.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/02/22/if-you-leave-me-now/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Dear Diary</title>
		<link>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/01/21/dear-diary/</link>
		<comments>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/01/21/dear-diary/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 21 Jan 2010 09:46:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kasia</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/01/21/dear-diary/</guid>
		<description><![CDATA[10.11.2008
Nie wiem dlaczego powinnam tu spisać historię mojej znajomości z A.
Nie bardzo rozumiem jaki ma to związek z terapią. 
12.11.2008
Mój psychoterapeuta twierdzi, że pisząc łatwiej mi będzie dotrzeć do samej siebie.
Może i racja.
Mam prawie 40 lat i wrażenie, że nic nie ułożyło się tak jak powinno. 
15.11.2008
A. to jedyna osoba, która mnie nie zawiodła.
Mąż, który [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>10.11.2008<br />
Nie wiem dlaczego powinnam tu spisać historię mojej znajomości z A.<br />
Nie bardzo rozumiem jaki ma to związek z terapią. </p>
<p>12.11.2008<br />
Mój psychoterapeuta twierdzi, że pisząc łatwiej mi będzie dotrzeć do samej siebie.<br />
Może i racja.<br />
Mam prawie 40 lat i wrażenie, że nic nie ułożyło się tak jak powinno. </p>
<p>15.11.2008<br />
A. to jedyna osoba, która mnie nie zawiodła.<br />
Mąż, który mężem już nie jest, zdradzał mnie pewnie od dnia, w którym się poznaliśmy.<br />
Idealne małżeństwo nie wydaje się już tak idealne, kiedy patrzy się na nie przez pryzmat niewierności.<br />
Po rozwodzie, tak zwani, przyjaciele gdzieś się rozpierzchli. Przestali zapraszać na kolacje.<br />
Przestali dzwonić z pytaniem o to jak się czuję. Mój psychoterapeuta uważa, że wszystkich<br />
zniechęciłam swoim bezgranicznym bólem. Że ludzie tolerują tylko pewne ilości cierpienia innych.<br />
A mojego było ponoć zbyt dużo.<br />
W sumie to i tak bez znaczenia &#8230;<br />
Żyję, i nie ma żadnej przesady w tym co piszę, tylko dzięki A.<br />
To Ona była ze mną, kiedy już nie miałam siły.  Ale nie o tym miałam pisać &#8230;</p>
<p>16.11.2008<br />
A. poznałam, niemal dokładnie wtedy, kiedy odkryłam zdradę męża.<br />
Nie uważam tego za przypadek. Raczej za zrządzenie Opatrzności.<br />
Nie pamiętam dokładnie pierwszych słów, jakie ze sobą zamieniłyśmy. Ani tego, która z nas<br />
zaproponowała wspólną kawę. Pamiętam za to, że w Jej spojrzeniu było tyle ciepła i dobroci &#8230;<br />
Lgnęłam do Niej. Być może już wtedy czułam, że zostanie moją przyjaciółką. Jedyną.<br />
Prawdziwą.</p>
<p>18.11.2008<br />
Spotykałyśmy się niemal każdego dnia.<br />
To Ona pierwsza zasugerowała mi rozwód. Byłam już wtedy pewna, że mąż mnie zdradza.<br />
A mimo to, nie brałam pod uwagę rozstania. Wychowana w przekonaniu, że małżeństwo<br />
powinno trwać aż do śmierci, byłam pewna, że będę musiała mu wybaczyć. Jakoś nauczyć<br />
się z tym żyć. Jakoś znowu mu ufać.<br />
Ale A. nie uznawała kompromisów. Nauczyła mnie jak być silną. Nawet jeśli ta siła ma być<br />
powierzchowna. Razem ze mną spakowałam jego rzeczy. Stała obok mnie, kiedy kazałam<br />
mu się wyprowadzić.</p>
<p>24.11.2008<br />
Mój psychoterapeuta zapytał mnie dziś kim A. jest z zawodu. Czy ma rodzinę? Dlaczego nie<br />
chodzi do pracy?<br />
Nie odpowiedziałam od razu &#8230;<br />
To prawda, ostatnie miesiące A. poświęciła tylko i wyłącznie trosce o mnie. Walce o moje życie.<br />
O to, bym każdego dnia nie zapominała wstać z łóżka.</p>
<p>Od chwili rozwodu praktycznie mieszka razem ze mną. Miała zostać tylko na jedną noc. Została na dłużej.<br />
Wymuszam to na Niej, wiem. Ale panicznie boje się widoku pustego mieszkania. Panującej w nim ciszy.<br />
Z Nią jest mi łatwiej. Raźniej.</p>
<p>26.11.2008<br />
Psychoterapeuta zasugerował umieszczenie mnie w, jak to nazwał, przyjaznej placówce.<br />
W sumie nie mam chyba nic przeciwko.<br />
Zmiana dobrze mi zrobi. Tym bardziej, że Jego diagnozy nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.<br />
A. obiecała odwiedzać mnie tak często, jak tylko będzie mogła.</p>
<p>7.05.2009<br />
Obiecali mi, że za kilka dni wypiszą mnie do domu.<br />
Choć po tym wszystkim, nie wiem czy powinnam jeszcze wierzyć lekarzom.<br />
Trafiłam tu na początku grudnia.<br />
To wtedy mój psychoterapeuta powiedział, że A. nigdy nie istniała.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/01/21/dear-diary/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Mrs Mother</title>
		<link>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/01/19/mrs-mother/</link>
		<comments>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/01/19/mrs-mother/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 19 Jan 2010 20:33:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kasia</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/01/19/mrs-mother/</guid>
		<description><![CDATA[        Nie łączyło je zbyt wiele. Czasem zastanawiała się jak to możliwie nie czuć nic myśląc o kobiecie, która dała życie.
	Jej matka była, tak zwaną, bizneswoman. Na początku lat 80., kiedy mało kto znał takie słowo, zaczęła pracować w dużej, zagranicznej firmie i przestała bywać w domu. Praca, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>        Nie łączyło je zbyt wiele. Czasem zastanawiała się jak to możliwie nie czuć nic myśląc o kobiecie, która dała życie.</p>
<p>	Jej matka była, tak zwaną, bizneswoman. Na początku lat 80., kiedy mało kto znał takie słowo, zaczęła pracować w dużej, zagranicznej firmie i przestała bywać w domu. Praca, w przeciwieństwie do gotowania, prania i prasowania, stała się nie tylko Jej pasją, ale całym życiem.<br />
Nie pamięta matki mówiącej “odrób lekcje”, “posprzątaj w pokoju”. Nie pamięta też, by ta kiedykolwiek Ją przytulała.<br />
	W pamięci miała inny obraz. Przy dużym stole w kuchni matka przegląda jakieś dokumenty. Sięga po telefon. Ostrym i zdecydowanym tonem wydaje polecenia służbowe. Nie znosi sprzeciwu. Jest niedziela.</p>
<p>	Jej matka chyba nie była ciepłą kobietą. Należy w takiej sytuacji powiedzieć chyba, bo przecież tak naprawdę nigdy Jej nie poznała. Miała wrażenie, że codziennie przelotnie widzi kobietę, która zbyt szybko zdecydowała się na małżeństwo i dziecko. Gdyby nie mąż, którego nieustannie krytykowała, i gdyby nie córka, która była do męża zbyt podobna, pewnie Jej kariera rozwijałaby się szybciej. Bardziej dynamicznie. Mogłaby częściej wyjeżdżać na szkolenia. Mogłaby nie spędzać z Nimi tych wszystkich idiotycznych świąt, podczas których tylko marnowała czas. Mogłaby żyć swoim życiem. Bez nich.<br />
	Doskonale pamiętała wyraz Jej twarzy, kiedy w czwartej klasie, dumnie wręczyła Jej zaproszenie na organizowany w szkole Dzień Matki. Matka była zła. Musiała wcześniej wyjść z pracy, żeby zdążyć, a przecież nie było powodu, by to robić. Nie podziękowała. Przyszła za karę i nawet nie udawała, że jest inaczej.<br />
To była kolejna cecha Jej matki. Z wrodzoną swobodą krytykowała innych i dawała im odczuć, że są tak bardzo różni od Niej. Na nikim nigdy Jej nie zależało. Nigdy też nie widziała powodu, by tuszować własne odczucia, wstrzymywać się z krytyką. Mąż miał wiedzieć, że nie uważa Go za godnego siebie partnera. Córkę informowała o najmniejszych błędach, jakie popełnia. Zła szkoła, zła praca, zły pomysł, złe ubranie, zła zabawa. Zbyt dziecinna, zbyt blada, zbyt nijaka.<br />
	Niejednokrotnie zastanawiała się dlaczego matka zamiast ich wolała pracę.</p>
<p>	Ojciec był uosobieniem dobroci i ciepła. Spokojny, życzliwy, chętny do pomocy, zawsze miał dla wszystkich czas. Dla zrzędliwej sąsiadki, listonosza, który wciąż o czymś zapominał, dla kilku kolegów, z którymi przyjaźnił się od lat, i najważniejsze, dla Niej. Powtarzał, że jest Jego księżniczką. Czytał bajki na dobranoc i zawsze był obecny, kiedy na zakończeniu roku szkolnego odbierała świadectwo z wyróżnieniem. Zawsze wtedy widziała jak rozpiera Go duma.<br />
Krytyczne uwagi żony zdawał się puszczać mimo uszu. Czasem tylko bezsilnie zwieszał głowę w geście rezygnacji.<br />
Zmarł dużo za wcześnie. Bez powodu. </p>
<p>	Z zamyślenia wyrwał Ją głos matki:<br />
- Podaj mi Kochanie szklankę wody.<br />
Na starość złagodniała. Kochanie, proszę, dziękuję, przepraszam. Od kilku lat zmagała się z chorobą. Wszyscy wiedzieli, że przegrywa tę walkę. Była niedołężna i już nie miała w oczach ani siły, ani determinacji. Chyba starała się nadrobić czas. Może nawet żałowała.<br />
	Wszyscy w szpitalu wiedzieli, że w każdy czwartek, między 16 a 17, odwiedza Ją córka. Znana dziennikarka, która zdobyła wiele prestiżowych nagród. Jej córka, przepiękna, zgrabna brunetka, która nigdy nie uśmiecha się w obecności matki. A o której ta potrafi opowiadać godzinami.</p>
<p>	Przychodzenie do szpitala było Jej obowiązkiem. Czuła wewnętrzny przymus, by odwiedzać tę starą kobietę, względem, której nic nie czuła. Nie była Jej matką, nie wychowała Jej, nie pomagała, tylko Ją urodziła. To w ostatecznym rozrachunku niewiele. Dawno temu pogodziła się z takim stanem rzeczy i już nie chciała się dowiedzieć, dlaczego mama wolała pracę, niż ośmioletnią, trochę przestraszoną dziewczynę i męża, który był najlepszym człowiekiem na świecie.</p>
<p>- Proszę mamo.<br />
Mówiąc <em>mamo</em> nie czuła nic. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/01/19/mrs-mother/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>together/for_ever</title>
		<link>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/01/05/togetherfor_ever/</link>
		<comments>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/01/05/togetherfor_ever/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Jan 2010 20:14:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kasia</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/01/05/togetherfor_ever/</guid>
		<description><![CDATA[Nie sądzę, by ktokolwiek patrząc na Nich był w stanie stwierdzić, że się kochają.Ludzie przez pół życia snują romantyczne mrzonki na temat miłości, tylko po to, by drugą jego część boleśnie przekonywać się, że miłość nieczęsto przenosi góry. Przynajmniej nie ich miłość.
Obserwując ich, zastanawiałam się czasem dlaczego ze sobą są. XX wiek był wiekiem niewstydliwych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nie sądzę, by ktokolwiek patrząc na Nich był w stanie stwierdzić, że się kochają.Ludzie przez pół życia snują romantyczne mrzonki na temat miłości, tylko po to, by drugą jego część boleśnie przekonywać się, że miłość nieczęsto przenosi góry. Przynajmniej nie ich miłość.<br />
Obserwując ich, zastanawiałam się czasem dlaczego ze sobą są. XX wiek był wiekiem niewstydliwych i nieukrywanych rozwodów, które, z czasem, zaczęto uważać za błogosławieństwo. Słyszałam historie o rozwiedzionych parach, które, zupełnie niespodziewanie, odnajdywały prawdziwe szczęście u boku innych ludzi. Trochę jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rozpoczynali życie od nowa.</p>
<p>Myślę, że w Ich przypadku też mogłoby tak być. Przypuszczam nawet, że ich bliscy nie mieliby im tego za złe.W miejsce miłości, której nigdy nie było, nie pojawił się szacunek ani wzajemne zrozumienie, jak możnaby się spodziewać. Była za to irytacja. Bezustanna. Ludziom, którzy przebywali w Ich towarzystwie zawsze wydawało się, że są zmęczeni sobą do granic możliwości.Byli. Ale nie tylko sobą. Wiedziałam dobrze, że męczy ich życie, które okazało się być dalekim od ideału. Wiedziałam też, że każde z nich obwiniało to drugie o wszelkie niepowodzenia. Ona, tęskniąc za prawdziwym uczuciem, płakała na filmach o miłości. On, przed snem, zastanawiał się jakby to było być kimś innym. Być innym mężczyzną.</p>
<p>Tymczasem mijały lata a Oni wciąż trwali gdzieś na granicy niemego rozstania i bezbrzeżnego przywiązania. Każdego dnia kłócili się o drobiazgi. Być może nawet kłócili się wciąż o to samo.<br />
Sami z siebie nigdy nie rozmawiali o rozstaniu. Zdawało się, choć nie wiedzieć czemu, że nie ma takiej opcji. Na rozwód namawiały Ją nie tylko przyjaciółki, ale także bliższe i dalsze znajome. Kilka lat po ślubie wspomniała o tym nawet Jej matka, potem teściowa. Jego rozmowy o rozstaniu, choć nie tak częste, z pewnością były bardziej dobitne.Ale nie było takiej opcji. Nikt nie wiedział dlaczego.</p>
<p>Nikt też nie sądził, że, dość romantycznie, zakończą życia w tej samej sekundzie. W tym samym samolocie, na dnie tego samego morza. Razem.Kiedy dowiedziałam się o ich śmierci nie mogłam nie zapytać siebie, dlaczego przez te wszystkie lata byli razem. Przecież nie z miłości.<br />
Mamo, Tato, przecież nawet ja doradzałam Wam rozwód.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2010/01/05/togetherfor_ever/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Rita Hansen</title>
		<link>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2009/12/16/rita-hansen/</link>
		<comments>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2009/12/16/rita-hansen/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 Dec 2009 18:23:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kasia</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.sowinska.com.pl/index.php/2009/12/16/rita-hansen/</guid>
		<description><![CDATA[Wciąż słyszała łomotanie serca. Równe i miarowe, choć zdecydowanie za szybkie.
I choć nerwowo zaciskała szczupłe dłonie nie była zaskoczona. Żyła wystarczająco długo, by mieć w sobie tę niezachwianą pewność, że ten dzień nastąpi. W końcu. Może nawet czekała na niego całe życie.
Czasem, podczas jednej z bezsennych nocy, które nie przydarzały się Jej aż tak często, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wciąż słyszała łomotanie serca. Równe i miarowe, choć zdecydowanie za szybkie.<br />
I choć nerwowo zaciskała szczupłe dłonie nie była zaskoczona. Żyła wystarczająco długo, by mieć w sobie tę niezachwianą pewność, że ten dzień nastąpi. W końcu. Może nawet czekała na niego całe życie.<br />
Czasem, podczas jednej z bezsennych nocy, które nie przydarzały się Jej aż tak często, zastanawiała się, co będzie, co zrobi, gdy ktoś odkryje prawdę.<br />
Nigdy przed nią nie uciekała. Zdawało się, że robi to za Nią życie. Jedno kłamstwo pociągało za sobą drugie, a potem kolejne i koleje. Zawsze, kiedy mówiła o sobie, miała wrażenie, ze opowiada jakąś bajkę. Prastarą historię powtarzaną z pokolenia na pokolenie, której treści nigdy się nie zapomina. Nie popełnia błędu. Nie myli wydarzeń. Niczego nie dopowiada i niczego nie ubarwia.<br />
Była więc ciągłym opowiadaczem życia, które nigdy nie należało do Niej. A mimo to nie miała wrażenia, że się w tym zatraca. Wciąż pamiętała swoje imię i nazwisko. Choć, gdy teraz się nad tym zastanowiła, stwierdziła, że nie wypowiadała go głośno przez ponad 20 lat.<br />
- Rita Hansen. Powiedziała prawie szeptem. Trochę tak, jakby chciała sprawdzić czy uda Jej się ułożyć głoski w jedną całość.</p>
<p>Ktoś wiedział. Nie była szczególnie ciekawa, kto zadzwonił dziś rano. Kto zaproponował spotkanie i komu tak bardzo zależało na tym, by świat poznał prawdę.<br />
Pomyślała o mężu i dzieciach. Ale po chwili przecząco potrząsnęła głową.<br />
Mąż nie żył od dłuższego czasu. Jaka to różnica czy znał Jej prawdziwe imię? I tak rzadko go używał.<br />
Dzieci, wszystkie dorosłe i ciężko stwierdzić czy szczęśliwe, miały własne życia i własne, z całą pewnością prawdziwe, imiona.</p>
<p>Dłonie nadal drżały. Położyła je przed sobą i przez chwile przyglądała się im uważnie.<br />
Na każdej z nich czas odcisnął swoje piętno. Pomarszczył skórę i ubarwił ją małymi, brązowymi plamkami.<br />
Żadna z osób, które skrzywdziła swoim odejściem, nie poznałaby już tych dłoni.<br />
Nie należały do Rity.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.sowinska.com.pl/index.php/2009/12/16/rita-hansen/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
	</channel>
</rss>
