after all
Nie podjęła tej decyzji pod wpływem impulsu. To był długotrwały i bolesny proces przekonywania się, że Jej życie nie potoczyło się tak, jakby tego chciała.
Stanęła przed szafą. Nie zdecydowała jeszcze dokąd czy też do kogo pojedzie. W tej chwili było to bez znaczenia, ubrania, tak czy inaczej, będą Jej potrzebne. Ściągnęła z wieszaków kilka marynarek. Dwie czy trzy spódnice. Białe koszule. Kilka sukienek. To do pracy – pomyślała. Przez kilka minut przyglądała się wciąż pełnej szafie. Potrzebuje wszystkiego. Nie może zabrać tylko kilku rzeczy.
Ze strychu przyniosła dużą walizkę.
Kiedy spakowała wszystkie ubrania poszła do łazienki. Tu też nie planowała niczego zostawić. Mechanicznie wyciągała z szafek swoje kosmetyki. Kremy, perfumy, cienie do powiek.
Potem spakowała buty, płaszcze i szale. Zabrała parasolkę i rękawiczki. Postawiła walizki przed drzwiami. Nie, to nie wszystko – pomyślała. Zapomniała o książkach, komputerze. Nie może tego wszystkiego zostawić.
Stanęła przed regałem z książkami. Zbierała je całymi latami. Powinna więc zabrać wszystkie.
Przez chwilę wydała się sobie żałosna. Próbowała zabrać jak najwięcej z życia, które tak niewiele dla niej znaczyło.
Gdyby mogła po prostu by wyjechała. Z jedną torbą, jednym kremem do twarzy i parą kolczyków. Zostawiłaby za sobą to nieudane życie i próbowała jeszcze raz. Sama.
Zostawiłaby, gdyby nie praca i podpisane umowy. Zostawiłaby, gdyby nie rodzice, dziadkowie i konieczność konfrontowania tej decyzji z resztą świata.
Gdzie pójdę? – zapytała prawie bezgłośnie. Przemknęło jej kilka pomysłów, z których każdy był gorszy od poprzedniego. Nie wyobrażała sobie mieszkania z rodzicami, ani obarczania swoimi problemami przyjaciół. Wynajęcie pokoju w hotelu lub mieszkania nie wchodziło w grę. Finansowo.
Spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Była zmęczona. Zmartwienia obijały się na jej twarzy. Waga wciąż spadała. Spojrzała na wypełnione po brzegi walizki. Nie da rady.
Powoli wyciągnęła ubrania i starannie ułożyła je w szafie. Kosmetyki odniosła do łazienki, a książki na półki.
Skończyła nim mąż wrócił z pracy.
08/10/2011 4 komentarzy
you have to be
- Tak Ci zazdroszczę. Musisz być taka szczęśliwa.
Cofnęła się nieznacznie słysząc te słowa. Poczuła się tak, jakby ktoś uderzył Ją w twarz. Po raz kolejny. Nie znosiła kiedy obcy ludzie oceniali Jej życie. Mówili czy powinna lub nie powinna być szczęśliwa. Mówili, że zazdroszczą, że ma wszystko, czego potrzeba do szczęścia, i że też tak by chcieli. W myślach nazywała ich głupimi i bezmyślnymi. Zawsze chciała wykrzyczeć im to prosto w twarz, ale w ostatnim momencie zmieniała zdanie. Uśmiechała się promiennie i nieznacznie, z lekkim zawstydzeniem, potakiwała głową.
- No to opowiadaj, co u Ciebie słychać!
Spotkały się zupełnie przypadkiem po wielu latach. Prawie Jej nie poznała. Po kilku chwilach namysłu dostrzegła w tej 30-letniej kobiecie młodą dziewczynę, z którą kiedyś studiowała. Nie, nie przyjaźniły się. Kolegowały. I pewnie dlatego całe to wylewne przywitanie, z piskiem, ściskaniem i całowaniem wydało Jej się nie na miejscu. Podobnie jak dotykanie Jej ramienia. Nienawidziła kiedy ludzie bezceremonialnie łamali Jej przestrzeń.
- Pewnie nie wiesz nawet od czego zacząć.
Ten chichot wydał Jej się złowieszczy. Co u Niej słychać? Co za głupie pytanie! Co ma odpowiedzieć kobiecie, której nie widziała kilka lat, i której pewnie nawet już nie lubi? Czy naprawdę ma odpowiedzieć Jej te kilkanaście lat stojąc na chodniku? Bycie miłą naprawdę ją męczyło.
- Wszystko dobrze, dziękuję.
To była standardowa odpowiedź, która zadowalała większość osób zadających podobne pytania. „Wszystko dobrze” powtórzyła w myślach. Jakie to głupie. „Wszystko dobrze, a u Ciebie?”. Cholera! Zapomniała dodać „a u Ciebie”.
- Wszystko dobrze? Tylko tyle. Nie, nie, Kochana. Ze mną tak łatwo Ci nie pójdzie. Przecież mnie znasz, wiesz dobrze, że chcę znać szczegóły. Choć pójdziemy na kawę. Oj, daj spokój. Chodź, chodź.
Ciągnęła Ją za rękę jak niegrzeczne dziecko. Przez chwilę analizowała wszystkie za i przeciw. Ostra wymiana zdań w środku miasta odpadała. Podobnie jak zdecydowany sprzeciw, kiedy zaproponowała wspólna kawę. Nie miała dobrej wymówki. Bycie szczerym nigdy nie wchodziło w grę. Stwierdziła więc, że wypije z Nią szybko tę kawę. Opowie kilka historyjek, które powtarza przy tego typu okazjach. Będzie pamiętała, żeby zapytać co u Niej. A kiedy ta zacznie opowiadać, będzie miała chwilę spokoju. Pogrąży się w swoich myślach i tylko od czasu do czasu skinie głową. Potem podziękuje za przemiłe spotkanie, ale niestety będzie już musiała wracać do domu. Za kilka godzin Mąż wróci z pracy i chciałaby zdążyć z obiadem. Ale tak, tak, koniecznie muszą się spotkać na dłużej.
Od lat była mistrzynią w udawaniu. Opanowała tę trudną sztukę do perfekcji. Udawała szczęśliwe małżeństwo, zadowolenie z pracy. Udawała radość na myśl o świętach i podczas obiadów u teściów. Udawała, że podoba Jej się to czy tamto. Udawała, że o takim życiu zawsze marzyła.
- No, ale dziecko. Nic nie mówisz o dziecku.
Cholera! Jeszcze dziecko. Ostatnio zapomina, że do tych kilku historyjek musi jeszcze dorzucić kilka o dziecku.
21/07/2011 3 komentarzy
cześć siostra
Nie należę do ludzi, którzy rozpoczynają dzień od refleksji. I choć lubię myśleć, że przeżywam życie w świadomy sposób, wiem, że większą jego część zajmują mi zwykłe, prozaiczne czynności. Część z nich od lat wykonuję mechanicznie – nie skarżę się, uważam, że tak wygląda życie. Wmawianie sobie, że każdy dzień jest wyjątkowy i niepowtarzalny uważam za głupotę.
A jednak dziś, zupełnie niespodziewanie, pomyślałem o mojej siostrze. Nie jesteśmy ze sobą blisko. Nigdy nie byliśmy. Ona zawsze była dużo młodsza, a ja dużo starszy. Najpierw wykluczało to wspólne zabawy, a potem wspólne dorastanie. Nie wiem więc nic o Jej pierwszych miłościach, utraconych przyjaźniach czy problemach w szkole. Nie wiem też jak poznała swojego męża i czy była to miłość od pierwszego wejrzenia. Nie wiem ani czy chciała mieć dziecko, ani jak przebiegała ciąża. Oczywiście szanuję Ją. Kocham jako siostrę, choć nie wiem czy polubiłbym jako człowieka.
Spotykamy się rzadko. Dzieląca nas odległość i codzienne zabieganie są doskonałym wytłumaczeniem. Nie czuję się więc złym ojcem chrzestnym Jej córki, choć jeśli mam być szczery, nie wiem dlaczego mnie o to poprosiła. Może uważała, że tak wypada. Że przecież jesteśmy rodziną.
Kilka lat temu, na pogrzebie ojca staliśmy, jak przystało na rodzeństwo, obok siebie. Ona płakała, a ja starałem się zrozumieć skąd biorą się łzy nad grobem człowieka, którego prawie nie znaliśmy. Myślałem o tym, żeby Ją przytulić, ale takie gesty nigdy nie przychodziły mi z łatwością. Czuję się wtedy niezręcznie – nie wiem co zrobić z rękoma, czy uścisk powinien być silny, czy może wystarczy położyć rękę na ramieniu. Kiedy zbierałem się na odwagę podeszła do Niej moja żona. Odetchnąłem z ulgą – kobiety lepiej wiedzą co robić w takich chwilach. Tak, to moja żona dzwoniła do mojej siostry i pyta o ciążę, o poranne mdłości i kolejne wizyty u lekarza. To ona krzyknęła na wieść o tym, że będzie to dziewczynka i to ona kupuje Jej prezenty. Uczciwie muszę przyznać, że nie czuję się z tym źle. Tak jak powiedziałem, uważam, że kobiety lepiej wiedzą co robić, w takich sprawach.
A jednak dziś rano męczyły mnie wyrzuty sumienia. Kilka dni temu żona powiedziała mi, że małżeństwo mojej siostry najpewniej zakończy się rozwodem. Nie byłem zaskoczony. Nawet podczas tych nielicznych dni, które spędzaliśmy razem widziałem, że niewiele ich łączy. Nawet fizycznie już do siebie nie pasowali. On, wielki i potężny, wydawał się, być za duży by móc przytulić Ją nie robiąc Jej przy tym krzywdy. Z pewnością jednak był dobrym ojcem. Kiedy podchodziła do Niego córeczka dostrzegałem w Jego oczach czułość i bezgraniczną miłość dla tej małej dziewczynki o wielkich, uśmiechniętych oczach.
I choć na co dzień nie zajmowały mnie myśli na temat tego czy moja siostra jest szczęśliwa, dziś chciałem Jej powiedzieć, że może na mnie liczyć. Że jeśli zdecyduje się budować swoje życie od nowa, być może z kimś nowym, to, jeśli coś to dla Niej znaczy, ja w pełni to popieram. Uważam, że ludzie zasługują na szczęście. Nie wzdrygam się na dźwięk słowa „rozwód”. Wręcz przeciwnie. Uważam, że czasem to jedyne słuszne rozwiązanie.
Chciałem do Niej zadzwonić i zaproponować, że może wybierzemy się gdzieś wspólnie. Może zabierzemy ze sobą dzieci. Myśląc o tym jak mogłoby to wyglądać, zdałem sobie sprawę z tego, że naprawdę chciałbym poznać moją siostrę. Sprawdzić czy Ją lubię. Czy potrafię Ją rozśmieszyć. Ale nade wszystko, dziś chciałem Ją wesprzeć. Dodać otuchy. Powiedzieć, że żałuję, że nie jestem takim bratem, jakiego pewnie chciałaby mieć.
Chwyciłem za telefon. Szukałem kilka chwil Jej numeru. Aż wreszcie zrozumiałem, że nie mam numeru telefonu do mojej siostry. Ma go tylko moja żona. Ja nigdy nie potrzebuję.
07/07/2011 10 komentarzy