rip

marzec 25, 2010

Poranną prasę zaczynała od nekrologów. Od lat. Trochę z przyzwyczajenia, a trochę z ciekawości. Z uwagą czytała zwięźle zapisane słowa, wyrazy głębokiego smutku i prośby o nieskładanie kondolencji.
Myślała wtedy o wszystkich tych ukochanych żonach, oddanych matkach, wiernych mężach i wspaniałych dzieciach. O nieodżałowanych stratach i bezbrzeżnej rozpaczy. I czasem tylko zastanawiała się dlaczego smutek musi być głęboki. Być może takie sformułowania leżą po prostu w dobrym tonie i pod żadnym pozorem nie można o nich zapominać. Bo przecież zwyczajny smutek to nie to samo, co głęboki.
Nigdy nie zastanawiała się nad własnym nekrologiem.

Pod wieloma względami ten poranek był zwyczajny. Wstała, jak co dzień, kilka minut po 7. Wzięła prysznic, założyła szlafrok i otworzyła okno w kuchni. Pijąc kawę i jedząc starannie przygotowane śniadanie przeglądała poranną gazetę. I nie wiedzieć czemu, po blisko 50 latach czytania nekrologów, to właśnie dziś zastanowiła się jak mógłby wyglądać ten informujący o jej śmierci.

Zamyśliła się na kilka minut. Życie, bądź co bądź, dość długie, trochę zbyt szybko przemknęło jej przed oczyma.
Dzieciństwo, szkoła, liceum, studia, a po nich, tak zwane, dorosłe życie. W międzyczasie kilka przyjaźni, z których żadna nie przetrwała próby czasu. Kilka miłości, a po każdej z nich kilka miesięcy depresji. Kilka, mniej lub bardziej satysfakcjonujących, posad, dzięki którym wiodła życie na przyzwoitym poziomie.
Jedna matka, która zbyt wcześnie odeszła z tego świata. Dwa czarne koty.
Niezliczone książki, kieliszki wytrawnego wina i nieprzespane noce. Fascynacja francuskim kinem. Kilka zagranicznych podróży.

Słyszała miarowe tykanie zegara.
- I to by było na tyle … Każdy ma nadzieje przeżyć wyjątkowe życie. Stać się kimś i osiągnąć wszystko to, co nieosiągalne dla innych. Wszyscy liczymy na to, że w dniu naszej śmierci świat na chwilę zatrzyma się z żalu.
Ale świat zatrzymuje się i opłakuje tylko niektórych. Większość z nas przeżywa do bólu zwykłe, codzienne życie, które można opisać w kilku zdaniach. Nie bardzo jest więc miejsce na głęboki smutek i nieodżałowaną stratę. A jednak za każdym razem żal nam umierać.
Nawet jeśli jesteś starszą panią, której nikt już nie słucha.

Przez kilka minut patrzyła na pusty kubek po kawie. Wbrew pozorom nie zaskoczyło ją, to co dziś odkryła. Była zwyczajna i miała zwyczajne życie.
Zamknęła gazetę. Miała dziś jeszcze wiele rzeczy do zrobienia.

ask me

marzec 17, 2010

Zapytana o swoją córkę nie odpowiada od razu. Przez dłuższą chwilę bezwiednie patrzy w okno, jakby szukała czegoś w pamięci. Kiedy w końcu zaczyna mówić mruży oczy. Mam wrażenie, że spogląda w przeszłość.
Opowiada o tym, jak była mała. Cicha. O tym, że nie sprawiała kłopotów. Że najbardziej na świecie lubiła bawić się sama ze sobą.


- Możecie Ją zapytać. Odpowie od razu i pewnie ciężko będzie Jej przestać. Zawsze miała tyle do powiedzenia na mój temat. Nie wiem co Wam powie. Pewnie o tym, że od małego sprawiałam problemy. Że nie miała ze mną łatwo. Że byłam zbuntowana. Jakoś nigdy się nie dogadywałyśmy. To pewnie przez ojca, ale o to nie pytajcie. Zostawił nas kiedy miałam ze 3 latka, chyba dla jakiejś innej kobiety. Nie wiem. Matka nigdy nie chciała o tym mówić.

Po chwili wyciąga duży album. Dotyka dłonią każdego zdjęcia. Delikatnie, jakby bała się, że może je zniszczyć. O każdym z nich opowiada. Kilka słów … dom babci, tu w przedszkolu, o, a tu podczas Dnia Matki w trzeciej klasie. Gdy zdjęcia się kończą ich miejsca zajmują wycinki prasowe. Setki wycinków prasowych. Przebiega wzrokiem kilka z nich i zamyka album. Odkłada trochę zbyt ostrożnie.
O tym, że Jej córka osięgnęła sukces mówi niechętnie. Jest z niej dumna, to oczywiste. Ale niewiele może powiedzieć ponad to, czego dowiaduje się z gazet.


- Nie interesuje Ją to, co robię. Nigdy o to nie dbała. Pewnie powie Wam, że się na mnie zawiodła. Dlaczego? Nie wiem. Nie umiem zadowolić mojej Matki. Zawsze, coś było nie tak. Nie ta szkoła, nie te studia, nie ten chłopak. Czasem myślę, że krytykuje mnie dla zasady. A w zasadzie krytykowała. Nie mam już z Nią kontaktu. A w zasadzie Ona ze mną. Z resztą, jaka to różnica?

Zapytana o marzenia znów odwraca wzrok w stronę okna. Powoli i starannie dobiera słowa. Mówi ciszej, tak jakby nie chciała, żeby ktoś Ją usłyszał. Marzy o tym, by wiedzieć co u córki. By ta do Niej dzwoniła, opowiadała, przychodziła na kawę. Marzą Jej się wspólne święta. Ale nade wszystko chciałaby Ją poznać. Wiedzieć jakim człowiekiem się stała, jaka jest na co dzień.
Teraz, patrząc z perspektywy czasu, ma wrażenie, że nie miała okazji poznać własnego dziecka. Wspomnienia o Niej kończą się w szkole podstawowej. Potem wciąż się rozmijały.


- Czy chciałabym mieć kontakt z Matką? Tak, myślę, że tak. Ale na to już za późno. Ona by nie chciała.

if you leave me now

luty 22, 2010

Nie lubiła zimnych poranków.
Takich, w których chłód wdzierał się przez uchylone okna i nie pozwalał wypić kawy na ogrodzie.
Takich, w których marzną dłonie i stopy.
Podczas których lato daje znać, że już się skończyło.

Przez całe lato udawała, przed sobą i innymi, że nic takiego się nie stało.
Skończył się po prostu kolejny związek. To nic wielkiego, prawda? Każdego dnia ludzie spotykają się, tylko po to, by potem rozstać się z jakiegoś powodu.
Jego rzeczy spakowała w wielkie pudła i postawiła w garażu. Była pewna, że po nie nie przyjedzie.
Zniknął z Jej życia prawie tak szybko jak się pojawił. Na pewno nie będzie żałował. Nie będzie też myślami wracał do czasu, który spędzili razem. Rzeczy, które u Niej zostawił zastąpi innymi. Lepszymi.
Taki typ.
Czasem zastanawiała się co by zrobiła, gdyby nagle pojawił się w Jej drzwiach. Przeprosił, powiedział, że żałuje i nie umie bez Niej żyć.
Przecząco kręciła głową udając, że nawet nie chce o tym myśleć. Przecież nie można wybaczyć, że ktoś, ot tak, wyszedł, rzucając przez ramię “to się nie uda”. Nie przyznawała nawet przed sobą, że nie musiałby nawet przepraszać. Wystarczyłoby, gdyby się pojawił.
Czasem bywała tak szczera sama ze sobą. Przyznawała w duchu, że dla Niego zostawiłaby wszystko. Potem upijała się kilkunastoma kieliszkami czerwonego wina i budziła przy wypalonych już świecach.

Po rozstaniu bardzo szybko musiała się pozbierać. Tak, by nikt nie zauważył, że po raz kolejny zawalił się Jej świat.
Miała 30 lat i za sobą tylko kilka poważnych związków, które kończyły się w najmniej oczekiwanych momentach. Nigdy nie wiedziała co odpowiedzieć, gdy ktoś pytał “a dlaczego? a co się stało?”. Nie wiedziała dlaczego mężczyźni, na których Jej zależy, w mniej lub bardziej pogodny dzień, odchodzą z Jej życia.
Mówiła sobie, że to nic. Że trudno.
Miała pracę, którą lubiła i przyjaciół, z którymi mogła wypić wino. W wolnych chwilach sprzątała mieszkanie, układała w szafach. Znajdowała czas, by zająć się ogrodem. Czytała książki. Częściej wyjeżdżała.

I tylko w chłodne poranki nie znajdowała w sobie dość siły, by udawać, że wszystko jest w porządku.