hej

Odłożył słuchawkę. Nic nigdy nie uprzedzało Jej telefonów. Dni były mniej lub bardziej pogodne i nie byłby by godne uwagi, gdyby nie to, że pojawia się w nich Ona. Znów. Niezapowiedzianie. I tak od lat.

Z pewnością to, co ich łączyło, było toksyczne. Uzależniające. Niezdrowe. Dobrze o tym wiedział. On, bez pamięci w Niej zakochany. I Ona żonglująca Jego uczuciami.
Poznali się dawno temu. Jeszcze na studiach. Kilka spotkań, nieśmiałych pocałunków. Kilka spacerów. Podczas jednego z nich zrozumiał, że to ta. W jednej sekundzie zobaczył ich wspólne życie, wspólne mieszkanie, dzieci, wnuki i wszystko inne. Wiedział, choć nigdy nie uważał się za zbyt romantycznego, że to u boku tej kobiety chce się zestarzeć.

Ona jednak zdawała się nie podzielać tej opinii. Pierwszy raz odeszła od Niego po trzech latach. Potem wróciła. Ponoć zrozumiała. Ponoć przeraził Ją ogrom ich szczęścia. Uwierzył. Nie pierwszy i nie ostatni raz.
Odchodziła i wracała niezliczoną ilość razy. Dzwoniła, wprowadzała się, przytulała do Niego mocno i powtarzała, że na świecie nie ma miejsca, w którym mogłaby być szczęśliwsza. Po kilku miesiącach, o dziwo, takie miejsce zawsze gdzieś się znajdowało. On znajdował karteczki zapisane drobnym maczkiem … Przepraszam. Nie potrafię. Wybacz mi.

Nie potrafił zrozumieć co jest takiego w tej kobiecie, że wciąż pozwala Jej wracać. Krzywdzić się. Odchodzić. Znów wracać. I tak bez przerwy. Mimo upływających lat.
Tysiące razy postanawiał sobie, że to już koniec. Że ten raz był ostatnim.
Nigdy nie starczało Mu silnej woli. A może, po prostu, zbyt Ją kochał?

Pocieszenia szukał w innych związkach, u innych kobiet. Bardziej lub mniej przygodnych. W kieliszkach wódki.
Jednak niezależnie od tego co i z kim robił zawsze na chwilę przed zaśnięciem widział Jej twarz. Jej śmiejące się oczy.

Odłożył słuchawkę. Hej, zróbmy dziś coś szalonego – powiedziała, jak zawsze, jak gdyby nigdy nic. Jakby czas cofnął się do poranka sprzed kilku miesięcy, kiedy pocałował Ją na dzień dobry.
Umówili się na 18.00. Tam, gdzie zawsze.

Dobrze wiedział jak będzie wyglądało to spotkanie. Kilka zdań. O pogodzie, o pracy, o podróżach. Potem weźmie głęboki oddech, wyprostuje się i dotknie chłodną dłonią Jego policzka. Przeprosi. Powie, że bała się, uciekała. Jak zawsze. Że wie jak bardzo znów Go skrzywdziła.

- Poznałem kogoś. – Jego głos był szorstki, ale mimo to nie cofnęła dłoni.
- Tym razem jest inaczej. To nie jest jakaś tam kobieta. Tym razem, z Nią, jestem szczęśliwy.

Przez chwilę wpatrywała się w Niego w milczeniu.
- Nie, nie jesteś. Nie jesteś szczęśliwy beze mnie. Nigdy nie byłeś.

Zbyt dobrze Go znała.

05/04/2012  1 komentarz

my mistakes

U kresu życia będzie dokładnie wiedziała, w których momentach popełniała błędy. Czasem będzie je sobie wyliczała. Rzadziej będzie zastanawiała się, co by było gdyby.

Pierwszym błędem będzie zakończenie związku z Nim. Nie powinna była szukać lepszego życia. Nie powinna łudzić się, że w cudownym Paryżu czeka Ją, młodziutką emigrantkę, równie cudowne życie. Tamtego dnia nie powinna była mówić Mu wszystkiego, co powiedziała. Już zawsze będzie pamiętała każde zdanie. Zbyt szorstki głos. Dym papierosa i wyrzucane z siebie frazy pełne gniewu. Nigdy nie będzie mogła poprosić Go o wybaczenie.

Przypadkowe dziecko, z nie do końca przypadkowym mężczyzną, będzie drugim błędem, jaki popełni w życiu. Początkowo będzie myślała, że wyszalała się już wystarczająco. Że widziała już większą część świata i teraz może pobyć trochę w domowych pieleszach. Przez kilka pierwszych miesięcy będzie przekonywała samą siebie, że spokój i harmonia potrafią dać Jej prawdziwe szczęście. Jemu uda się przekonać Ją do ślubu. Kościelnego. Do kredytu. Do imienia dziecka.
Nie będzie dobrą matką. I prawdę mówiąc nikt nie będzie zaskoczony. Macierzyństwo nie jest dla każdego. Nie będzie dla Niej.
Ale, mimo to, będzie starała się być żoną i matką.
Po zbyt wielu latach, w słoneczny poranek spakuje walizkę, napisze „przepraszam” i wyjedzie. I nie, nie będzie to błąd.

Rozpoczynając nowe życie zerwie kontakty ze wszystkimi. Także z Nią. Uzna, i nigdy nie zwątpi, że tak będzie lepiej. Dla wszystkich.
Niepotrzebnie, bo Ona bardzo szybko zrozumie powody Jej odejścia. Nie tylko nie będzie miała Jej za złe, że szukała szczęścia gdzie indziej, ale także będzie Jej życzyła, by w końcu je znalazła.
Córki zwykle okazują się być bardzo podobne do swoich matek. Nawet tych nie najlepszych.

Podczas pobytu we Włoszech, w małym wąskim sklepiku, nie kupi niebotycznie wysokich szpilek, które uzna za zbyt drogie i raz po raz będzie wracała do nich myślami. Z czasem także to wydarzenie uzna za jeden ze swoich życiowych błędów i co kilka lat będzie przyjeżdżała do tego sklepu z nadzieją, że trafi na podobne, równie zachwycające.

Ostatnie miesiące swojego, zbyt długiego, jak będzie się Jej wydawało, życia spędzi w małym domku nad morzem. Pewnego wieczora przeczyta wiersz Broniewskiego i pomyśli, że napisał go o Niej. To przecież Ona całe życie zrywa się i pada, jakby w piersi miała wiatr na uwięzi.

Kilka dni przed śmiercią, spokojna i pogodzona z losem, po raz pierwszy głośno przyzna przed samą sobą, że popełniła zbyt wiele błędów. Najprawdopodobniej o cztery za dużo.

Ale nie, to jeszcze nie dziś.
Dziś już czeka na Niego. Zapala papierosa. Zdecydowała się zakończyć ten związek.
Raz na zawsze.

07/03/2012  4 komentarzy

it’s a kind of magic

Ślub był piękny. Uroczy, jak mawiano później. Bajkowy, bo spowity aurą miłości.
Ona, ubrana w prostą suknię i On we fraku. W dłoni kremowe kwiaty, a na palcach skromne obrączki.
Było miło. Byli szczęśliwi.
Wybrali się w podróż poślubną. A potem, nie skarżąc się, wrócili do codzienności.

Kilka miesięcy po ślubie poznała Go.
Zahipnotyzował Ją swoim spojrzeniem. Ciemnymi oczami, w których mogła utonąć. Przegadali całe popołudnie. Potem poszli na kolację. Prawie jak przyjaciele.

Kiedy wspomniała o ślubie zażartował, że spóźnił się o kilka tygodni.

- Zaczarowałaś mnie. – W Jego słowach nie było patosu. Był prawie namacalnym smutek.

Ich zawodowe drogi przecinały się raz po raz. Pracowali w podobnych branżach. Coraz częściej ze sobą współpracowali.

Coraz częściej też wracała myślami do tych spotkań. Do rozmów o wszystkim i o niczym, do wspólnie wypitych kaw. Nie próbowała redefiniować miłości. Zastanawiać nad słusznością podjętej decyzji. To nie leżało w Jej naturze.

Nie kwestionowała też swojej miłości do Męża. Kochała Go i miało to nigdy nie ulec zmianie.
Nie uległo. Kochała Go nawet wtedy, kiedy pakowała ubrania do walizek. Nawet wtedy, kiedy ściągała obrączkę i ostrożnie ją odkładała.

Kochała Go. Ale inaczej.
Nie tak bardzo, jak Tamtego.

15/02/2012  13 komentarzy

« starsze nowsze »